/.../ Filmy te [muzyczne] bowiem, to filmy szczególne. Inspiracją do ich stworzenia była muzyka wielkich mistrzów, która - w zamyśle autorów projektu - ściśle skorelowana z obrazem miała stać się antidotum na wszechobecne dziś w telewizji, nie zawsze najwyższego lotu, teledyski. Realizatorzy tych filmów (Tamara Sorbian, Aleksandra Korejwo, Jacek Adamczak, Hieronim Neumann, Maciej Ćwiek, Jacek Kasprzycki i inni) wykazali sporą wrażliwość muzyczną i stworzyli dzieła, które w powodzi telewizyjnej muzycznej nudy, mienią się niczym perełki. Ogólny pomysł przedsięwzięcia jest prosty: wpuszczenie na rynek telewizyjny videoclipów o większej wartości estetycznej. W ten sposób powstały teledyski, gdzie muzykę pop zastąpiła muzyka poważna, a miejsce typowych wizyjnych clipów zajęła ambitna "ożywiona plastyka". Mając na uwadze także fakt, iż w ciągu ostatniej dekady Telewizja Polska praktycznie wcale nie pokazywała ambitniejszej polskiej animacji, wyprodukowanie i wyemitowanie tych filmów można uznać za ważne wydarzenie artystyczne ostatnich kilku lat. /.../ Oczywiste jest, że film animowany operuje przede wszystkim obrazem. Dźwięk pełni zazwyczaj rolę drugorzędną, najczęściej jest tylko ilustracją, a kompozytorzy na ogół tworzą muzykę do filmu już zrealizowanego. /.../ W przypadku "muzycznej serii" poznańskiego Studia Filmów Animowanych ten schemat został obalony. Do utworów muzycznych stworzono obrazy, które sprawiają, że te dwie - fundamentalne przecież w filmie animowanym - warstwy, a więc plastyka i muzyka sprawiają wrażenie niezwykłej integracji (podobnie jak u Fischingera i McLarena). Każdy z tych króciutkich filmów ma swoją odrębną narrację plastyczną. /.../ Umiejętność muzycznego myślenia realizatorów sprawia, że plastyczna warstwa filmu jest niezwykle potoczystą i zamkniętą całością, ukształtowaną - i konstrukcyjnie i dramaturgicznie - na wzór utworu muzycznego. Realizatorom tych filmowo-muzycznych perełek udało się osiągnąć efekt, jakiego raczej trudno byłoby doszukać się w historii polskiego filmu animowanego. A więc widzenie muzyką? A może słuchanie plastyką?

Zbigniew Kozub
"Sztuka dla Dziecka" nr 5-6 '90


/.../ Joanna Turska (flet) i solista Chicagowskiej Orkiestry Symfonicznej Peter Swenson (gitara klasyczna) wystąpili z uroczym mini-koncertem, który okazał się wstępem do pokazu wszystkich muzycznych filmów animowanych z Poznania. Były one prześliczne: liryczne, drapieżne, dowcipne - najrozmaitsze, znakomicie dostrojone klimatem do muzyki. Najgłębiej utkwił mi w pamięci: "Łabędź" do muzyki Saint-Saënsa (poezja rysunku!) i "Kuplety toreadora" do muzyki z "Carmen" Bizeta (szalenie dowcipne).

Ewa Bierezin
Fragment recenzji z III Festiwalu Filmów Polskich w
Chicago, 1991 "Dziennik Związkowy" 25.09.91


/.../ Specjalną pozycję przeglądu stanowiły projekcje miniatur autorstwa poznańskiego Studia Filmów Animowanych. To pełne uroku i niepowtarzalnego klimatu igraszki plastyczne, zabawy z kolorem, kreską i walorem, inspirowane popularnymi utworami muzyki klasycznej.

Stanisław Błaszczyna
Fragment recenzji z III Festiwalu Filmów Polskich w Chicago, 1991 "Relax" nr 56, 1991


 /.../ ten wieczór w Jedynce (tu: TVP) był smutny. Uratowały go dwie miniaturki animacyjno-muzyczne: "Łabędź" (Saint-Saëns) i "Prząśniczka" (Moniuszko). Śliczna i inteligentna robota Aleksandry Korejwo z Poznańskiego Studia Filmów Animowanych.

 (rak) Fragment artykułu "Sztuka kochania"
 "Gazeta Wyborcza" z dnia 8.02.1991


/.../ Dla twórców skupionych wokół Telewizyjnego Studia Filmów Animowanych w Poznaniu ważnym źródłem inspiracji jest właśnie muzyka. I to ta, która cieszy się opinią trudnej, poważnej, w związku z tym rzadziej słuchanej. Bo niezrozumiałej. Niestety, powszechna edukacja muzyczna u nas w kraju prawie nie istnieje. /.../ Nic zatem dziwnego, że filmy realizowane w Poznaniu cieszą się dobrą sławą zwłaszcza wśród najmłodszej publiczności. A są to filmy szczególne, wykorzystujące różne techniki animacji, podporządkowujące filmowe reżimy nastrojowi, emocji, partyturze lub przeciwnie, będące wyłącznie osobistą refleksją. Estetyka tych miniatur /.../ przeciwstawia się komiksowej kulturze teledysku, budując integralną - na wzór utworu muzycznego - całość kompozycyjną. Jedne filmy, np. "Nad pięknym modrym Dunajem" Aleksandry Korejwo, są niezwykle subtelnym, wręcz intymnym odczytaniem utworu, inne, tu niech posłuży za przykład "Lot trzmiela" Hieronima Neumanna, narzucają wcale interesującą autorską interpretację.

Michał Lenarciński
Fragment artykułu "Dziecięce filmy dla dorosłych", "Wiadomości Kulturalne" z dnia 1.10.1995


/.../ W kategorii filmu wykonanego techniką animacji klasycznej "Stefana" dostał Piotr Muszalski z ASP w Poznaniu za film "Toccata d-moll". Jest to obraz z "muzycznej" serii realizowanej od lat [w TV Studiu Filmów Animowanych w Poznaniu] na zamówienie telewizji publicznej, wykonany w stylu i klimacie znanym choćby z obrazów mistrzyni gatunku, Aleksandry Korejwo. Organowy utwór Bacha otrzymał znakomicie pomyślany ekwiwalent wizualny: kolejnym frazom muzyki towarzyszą wyłaniające się z czarnego tła zarysy gotyckiej katedry, postaci, cieni. Świat dźwięków przez chwilę otrzymuje obraz, który rozpływa się, ginie w ciemności. /.../

Mieczysław Kuźmiński
 "Spotkania" "Kino" nr 7/8/98


/.../ Można by się więc pogrążyć w kompleksach, a kto wie, czy nawet nie doszukiwać błędów w sztuce promowania Polski na pięcioliniach, ale na szczęście kilka razy dziennie przemyka przez pasmo MUZZIK logo TVP. To za sprawą Telewizyjnego Studia Filmów Animowanych w Poznaniu, które w latach 1989 - 1996 wyprodukowało 55 filmów animowanych do muzyki klasycznej. Stały się one wizytówką tego, z czego możemy być dumni: reżyserskiego kunsztu, pomysłowości plastycznej i wirtuozerii wykonawczej. Z pewnością, z patriotycznych pobudek chciałoby się częściej oglądać na ekranie MUZZIK takie filmy, jak ten, produkcji BBC, przedstawiający "wywiad rzekę" Krzysztofa Zanussiego z Witoldem Lutosławskim. Ale kilkuminutowe przerywniki między kolejnymi blokami programowymi, od których nie można oderwać oka - to też satysfakcja, choć tylko przez sekundy migną nazwiska tych, którzy muzyce nadali malarską barwę i poetycką treść. Kiedy więc usłyszymy "Łabędzia" Camilla Saint-Saensa - z dużą dozą prawdopodobieństwa będzie to film Aleksandry Korejwo, animowany w technice kolorowej soli wykonanej bezpośrednio pod kamerą i udźwiękowiony przez Orkiestrę Polskiego Radia w Warszawie od dyrekcją Jana Pruszaka. Z kolei "Rondo" i "Allegro" oraz "Romanze Andante" z Serenady G-dur "Eine kleine Nachtmusik" Jacka Adamczaka - to animacja klasyczna wykonana techniką malarską na celuloidach wsparta muzyką Mozarta, nagraną pięknie przez Polską Orkiestrę Kameralną Jerzego Maksymiuka. Wymienić wszystkich nie sposób. Studyjny katalog "zanimowanej" muzyki klasycznej liczy kilkanaście gęsto zadrukowanych kartek. Te filmy trzeba po prostu zobaczyć, jak np. "Lot trzmiela" Hieronima Neumanna w aranżacji i wykonaniu Zbigniewa Kozuba, lub "Marsz turecki" Witolda Giersza w wykonaniu Orkiestry Franca Poursela albo debiut Piotra Muszalskiego "Toccata" Bacha w wykonaniu Marka Kudlickiego. Każdy obsypany festiwalowymi nagrodami."

Adam Grzybowski TV SAT Magazyn
Sierpień 2000

 

/.../ "O wielkim wstydzie" to najbardziej liryczny i zarazem najciekawiej, najsprawniej opowiedziany fragment serii. Można jednak zadać pytanie, czy aby ów liryzm nie jest raczej bliższy bajkom Andersena niż Kołakowskiego. Zabawną, sarkastyczną opowiastkę "O zabawkach dla dzieci" Neumann ujął w formę groteski, na tyle jednak kolorowej i dynamicznej, że podoba się także najmłodszym miłośnikom kreskówek. Zupełnie odmienne w charakterze jest "Jak bóg Maior utracił tron". Świat doczesny przedstawiony tu został w technice animacji wycinankowej, świat boski za pomocą animacji w soli. Obie przestrzenie - klaustrofobiczną Ziemię i zaświaty jak z dzieł Beksińskiego, zaludnia jednakowo ponury, anonimowy tłum. Twarz posiada tylko bóg Maior. Od strony plastycznej najbardziej zachwyca lalkowe "O największej kłótni", wzorowane na obrazach Bruegla (scenografia - Maria Balcerek, wykonanie lalek - Dariusz Kalita, animacja lalkowa - Krzysztof Brzozowski, Adam Wyrwas). Trudno zapomnieć wyrzeźbione wiatrem i deszczem chłopskie twarze głównych bohaterów, błoto, kurz, gęstwiny, przez które wędrują, miasto przypominające wieżę Babel. /.../

Bartosz Żurawiecki
 "Gazeta Wyborcza z dnia 2.02.2000

 

/.../ "Dzięki użyciu unikatowej techniki lalkowej niesamowity świat z obrazów P. Bruegla został urzeczywistniony, powołany do życia. Widz bez trudu rozpoznaje "Sianokosy", "Żniwa", "Taniec chłopski", "Ślepców" czy "Wieżę Babel". Dzieła te ożywione w trójwymiarowej przestrzeni nabierają niezwykłej plastyczności i nowych znaczeń. Lalki (wykonane z wielkim artyzmem z lateksu) posiadają możliwość anatomicznego poruszania się. Każdym gestem, bardzo precyzyjną i ekspresyjną mimiką twarzy odzwierciedlają nie tylko emocje bohaterów, lecz poszczególne charaktery ludzkie. "O największej kłótni" to przypowieść o wolności wyboru, poszukiwaniu drogi do realizacji własnych marzeń, niepewności ludzkiego losu. Bohaterowie tej alegorycznej przypowieści, trzej bracia, Eino, Aho i Laje tracą ojcowiznę i możliwość dostatniego życia. Wyruszając w poszukiwaniu miasta bogactwa i dobrobytu stają na rozdrożu nie mogąc zdecydować, którędy kontynuować podróż. Czy narzucona przez najstarszego z braci droga (którą po długiej kłótni poszli), była słuszna? Czy lepiej zginąć poszukując własnych marzeń, jak ten, któremu życie w mieście wybranym przez brata wydało się zbyt ciężkie i monotonne? Co stało się z najmłodszym, który wkrótce także postanowił szukać swojej ziemi obiecane? Nigdy się nie dowiemy. Morał przypowieści trzeba odnaleźć, jak rozwiązanie zagadki. Eino, Aho i Laje zdają się reprezentować całą ludzkość, szukającą własnego szczęścia po omacku, co w filmie symbolizują ślepcy, mijani po drodze przez braci. Jak potoczyłoby się nasze życie, gdybyśmy dokonali innych wyborów? Obdarzeni świadomością własnej wolności, musimy wciąż dążyć do samorealizacji, ciągle szukać szczęścia. Taka jest nasza natura i przeznaczenie. Takie jest przesłanie Kołakowskiego, a za nim twórców tego fascynującego filmu."

Alicja Cichowicz
 "Kalejdoskop" Nr 12/99

 

/.../ Odcinek "O największej kłótni" to przypowieść filozoficzna o wolności wyboru dróg życiowych. Przed takim wyborem staje trzech braci, bohaterów filmu. Cała historia opowiedziana jest w realiach bajki. Służy temu znakomita scenografia wzorowana na malarstwie Pietera Bruegla, autorstwa Marii Balcerek, pracującej do tej pory w teatrze, która zaprojektowała lalki. Dla potrzeb odcinka "O największej kłótni" powstało dziewięć dekoracji prawie naturalnej wielkości. Użyto do nich m.in. kłosów zboża, gałęzi i naturalnych traw. /.../ Do filmu wykonano blisko 40 lalek - rzeźb wyposażonych w możliwości mimiczne. Przy wykonaniu scenografii i lalek pracowała grupa animatorów, plastyków i studentów wydziału animacji łódzkiej "filmówki".

AS "Gazeta Wyborcza"
z dnia 4.12.1999 r.

 

/.../ Ta prosta fabułka niesie w sobie filozoficzne przesłanie o nieuchronności podejmowania wyborów i skazania na związane z nimi ryzyko i niepewność. Życie jest wiecznym błądzeniem - zdają się sugerować spotkani na drodze ślepcy. Jednak film Koteckiego nie dlatego jest niezwykły. Lateksowe lalki i scenografia z naturalnych tworzyw wg projektu Marii Balcerek powstały z inspiracji malarstwem Pietera Bruegla St. I z ducha wielkiej literatury sowizdrzalskiej. Ożywione ruchem kamery same w sobie są prawdziwymi dziełami sztuki. W bajce "O największej kłótni" (...) gra ponad 40 postaci. Jedną z najbardziej karkołomnych dla realizatorów była scena tańca, w której na planie znajdowało się jednocześnie kilkanaście postaci. Każda musiała się poruszać we własnym rytmie, jednak taniec sprawił, że dodatkowo na ruch lalki nakładały się nowe akcenty."

Mariola Wiktor
"Gazeta Łódzka" z dnia 6.12.1999 r.

 

/.../ "Telewizyjne Studio Filmów Animowanych produkuje swoje filmy nie dla kin, lecz na antenę telewizyjną. Z punktu widzenia producenta oznacza to konieczność uwzględnienia złożonej specyfiki telewizyjnego adresata, którego niewiele obchodzą zmagania z formą filmową. Rzecz w tym, aby ostatecznie móc się zmieścić między Scyllą obojętnych dla ogółu, ezoterycznych poszukiwań w sferze artystycznego eksperymentu ze sztuką animacji, a Charybdą komercyjnej sztampy, do której skłania się absolutna większość dzisiejszej produkcji animowanej na świecie, odrzucającej wyobraźnię i artystyczną samorealizację na rzecz "gotowych", szablonowych rozwiązań i gatunkowych wzorców. W ramach produkcji TV SFA od samego początku zarysowały się dwie linie rozwoju twórczości. Pierwszą z nich stanowiły filmy adresowane do młodego widza (zarówno utwory indywidualne, jak i wieloodcinkowe seriale). Drugą - tzw. filmy autorskie, przeznaczone przede wszystkim dla widzów dorosłych, nowatorskie w wyrazie, realizujące pewien głębszy zamysł artystyczny. Podobnie jak inne wytwórnie, obok własnej produkcji, na którą składa się dzisiaj [tu: 1996 r.] imponująca liczba ponad stu trzydziestu tytułów, poznańskie studio wykonywało także rozmaite usługi zlecone na: plastykę, dekoracje użytkowe, reżyserię, animację, kopiowanie i malowanie na celuloidzie, zdjęcia oraz filmy reklamowe dla zleceniodawców krajowych i zagranicznych. Zawsze jednak dbano o to, aby nie przesłoniły one, ani tym bardziej zdominowały, zasadniczego nurty produkcji TV SFA." /.../ "Szczęśliwy kompromis między artystycznymi aspiracjami twórców a koniecznością realizowania produkcji telewizyjnej przeznaczonej dla masowego odbiorcy nastąpił w 1989 r. - w momencie podjęcia przez poznańską wytwórnię wielce ryzykownego pomysłu produkcji serii teledysków animowanych do muzyki poważnej. Na rynku telewizyjnym, całkowicie zdominowanym przez banalne wideoklipy z muzyką pop, był to jednak przysłowiowy strzał w dziesiątkę. Mozart, Beethoven, Vivaldi, Schubert, Chopin, Moniuszko, Bizet, Rimski-Korsakov, Debussy, Albinoni, Saint-Saëns, Johann Strauss... Muzyka każdego z tych kompozytorów w zetknięciu z inwencją poznańskich twórców mogła liczyć na interesujący animowany kontrapunkt. Okazało się, że w ramach tej niezwykle nośnej formuły można pogodzić jedno z drugim, czyli ekranową atrakcyjność z wysokimi walorami estetycznymi. Mało tego, da się również połączyć w jej ramach, o co na ogół bardzo trudno, pierwiastek sztuki i zabawy przyciągający uwagę zarówno dorosłej jak i dziecięcej publiczności." /.../ "Od roku 1993 przystąpiono w poznańskim studiu do realizacji kolejnego cyklu filmów animowanych, tym razem pod wspólnym tytułem "Impresje". Zadanie było równie trudne jak w wypadku teledysków z muzyką klasyczną. Chodziło o ożywienie za pomocą klasycznej animacji świata przedstawionego najbardziej znanych obrazów, tworzących kanon światowego malarstwa - dzieł Magritte'a, Mondriana, Chagalla, van Gogha. Cézanne'a, Klimta, Witkacego i in. I tym razem młodzi realizatorzy wyszli z postawionego sobie, bardzo trudnego zadania obronną ręką, tworząc filmy o dużym ładunku ekspresji, nie pozbawione przy tym osobistego stosunku do ożywionych na ekranie obrazów."/.../ Zrealizowane w Studiu filmy zdobyły ogółem imponującą liczbę 32 nagród oraz wyróżnień [tu:1996] na festiwalach krajowych i zagranicznych. Ponad dwadzieścia z nich przypada na okres ostatnich kilku lat [1989 - 1999], kiedy produkowana w Poznaniu seria wideoklipów do muzyki klasycznej stała się hitem nie tylko na polskich i międzynarodowych festiwalach, lecz i ze względu na rosnący z roku na rok eksport tej produkcji do różnych krajów. Nie ma cienia przesady w stwierdzeniu, iż na sukcesy te poznańskie Studio pracowało przez siedemnaście lat." /.../

Małgorzata Hendrykowska, Marek Hendrykowski
Fragmenty książki
pt. "Film w Poznaniu i Wielkopolsce 1896 - 1996"

 

/.../ "W zapusty obejrzeliśmy film "O największej kłótni". Jesteśmy (tj. ja i moja żona Tamara) zachwyceni. To jest doprawdy znakomite dzieło i mogę się pysznić, że częściowo się do niego przyczyniłem. Tamara powiedziała od razu, że właściwie to szkoda, że to idzie w telewizji, bo jest to tak piękne dzieło malarskie, że chciałoby się różne jego fragmenty powiesić na ścianie. Doprawdy majstersztyk. Ogromnie, ogromnie dziękuję. Z najlepszymi życzeniami na najbliższe milenium."

[Fragment listu Prof. Leszka Kołakowskiego
do reżysera filmu z dnia 8.01.2000
udostępniony za zgodą autora]

 

O NAS - FILMOTEKA - NAGRODY - AKTUALNOŚCI - KONTAKT